dezerterka uczuciowa

Pieprzę Cię czule, chodzę własnymi drogami....

Wpisy z tagiem: niedziela

niedziela, 17 stycznia 2010
"Ta rąbana niedziela, która do świąt nie należy, ale jest niedzielą" czyli jak nie zadźgać nikogo przy niedzielnym obiadku.
I nastał mój "najnieulubieńszy"dzień z wszystkich możliwych w tygodniu-dzień Pański(lub jak kto woli-pański).

Jeszcze zanim łaskawie postanowiłam podnieść powieki(około10), przez moją głowę przemknęło znów zdanie,  które towarzyszy mi w tym dniu od kilku lat, mianowicie:"o ku*wa!"

Nienawidzę niedzieli.

Jak byłam mała bałam się tego dnia, bo albo musiałam iść do kościoła(czego nigdy nie lubiłam) po pieczątkę, albo kombinować, co tu zrobić, żeby nie iść, a jednocześnie nie narazić się na gniew ludzi w czerni.
Co najgorsze, na dodatek miewałam wtedy (jeszcze)  wyrzuty sumienia wobec Najwyższego i dramatycznie rozmyślałam nad tym, czy z tą jedną absencją dostanę się do nieba, czy już wyczerpałam swój limit.


Teraz nie chodzę do kościoła i nie mam ani pieczątek, ani wyrzutów sumienia. Nie wiem, czy Bóg istnieje w ogóle,ale jeśli tak, to myślę,  nie będzie miał mi tego za złe(ba!na pewno to pochwali!), że nie biorę udziału w tej kościelnej szopce ku Jego(a w zasadzie tu już chyba nie Jego) chwale.
Teraz jestem duża.
A niedziela budzi we mnie najgorsze instynkty.
Przy niedzielnym obiedzie wszystko( rozmowa, dźwięk sztućców, a nawet cisza-paradoksalnie), dosłownie wszystko jest w stanie szybko mnie wyprowadzić z równowagi.
Siedzę więc i jem szybko tłustego kotleta(ulubiona potrawa ojca).
I jak zwykle jestem zmuszona słyszeć:
-"Jest zima, kotlety trzeba jeść, żeby mieć siłę"-mówi tata(co dziwne latem mówi, że kotlety trzeba jeść, żeby mieć siłę, bo jest lato i upały osłabiają ).
Wpieprzam więc kotleta, by uniknąć dalszych gadek. Nie nadążam  gryźć.Chomikuję go.Moje policzki są coraz większe i większe z każdą porcją. Czuję, że niedługo eksplodują.
Mam dosyć słuchania gadek o psie, kocie, koniu, słoniu i 10antylopach mojej siostry i zapatrzonego w nią tatusia.
Chcę jak najszybciej odejść od stołu zanim ojciec troskliwie dorzuci mi nieruszoną część  kotleta, którego sam nie mógł zjeść, bo się zapchał toną swoich pyrów kraszonych hektolitrem tłuszczu.
I już jestem bliska, kiedy nagle jakiś nieszczęśnik zadaje mi retoryczne pytanie oczekując na nie(o ironio!)odpowiedzi.
I siedzę zapakowana jak chomik, staram się wykrztusić krótkie zdanie, a przed oczami mam plan wszystkich możliwych tortur delikwenta przy użyciu tylko noża i widelca.
W końcu udaje mi się uciec-nietknięte ziemniaki lądują w koszu.
Fakt ten również zostaje zarejestrowany.
Za plecami jeszcze słyszę:
-"Jest zimna, ziemniaki trzeba jeść, żeby nie marznąć".
A mnie już robi się gorąco, bo kolejna porcja zduszonej furii przetacza się przez moje ciało.
Wychodzę póki nie skończą(wrócę jeszcze, żeby pozmywać).
Pozbywam się części kotleta(jestem tak zapakowana, że nawet gdybym chciała, nie dam rady wszystkiego przełknąć).
Wracam do kuchni.
Już jest pusto(koalicja ojciec-siostra zajęła miejsca przed tv),mama pyta, czy mi nie pomóc(czasem taką propozycję wysnuwa siostra). Odsyłam rodzicielkę, nakazując jej odpoczynek(ona jedna nie budzi w tym dniu we mnie mordercy, wręcz przeciwnie-czuję się za nią jeszcze bardziej odpowiedzialna,  niż na co dzień).

I zmywam te patelnie i obklejone pyrami gary. Babram się w roztworze tłuszczu połączonego z płynem do naczyń.
I cieszę się, że nikogo już nie ma jednocześnie modląc się(tak, modląc!Niektórzy ludzie robią to w niedziele, aczkolwiek zapewne w innej intencji niż ja), żeby nikt do końca mojej pracy nie wszedł do kuchni-nadal jestem gotowa zabić.
Dziwię się swoim reakcjom, bo przecież na co dzień Ci ludzie jakoś szczególnie mi nie przeszkadzają, ba ja ich nawet kocham!
Słyszę, że rodzina zaczyna zbierać się do wyjścia-jadą "w odwiedziny do konia"(Mnie już nawet nie proponują, odcięłam się od tego przedsięwzięcia ojca już na samym początku, w końcu to zwierze to mój laptop).
Zostaję sama.
Ciało powoli zaczyna się rozluźniać, czuje potworne zmęczenie.
Postanawiam więc iść spać.
I tak mój własny, prywatny, błogi "dzień Pański"zamienia się w równie piękny poniedziałek.
Amen.

"Chcę być twoją kurką
Niedzielnym obiadkiem
Kuchennym fartuszkiem
Twoim cackiem z dziurką"







Tagi: niedziela
16:39, dezerterka_uczuciowa
Link Komentarze (7) »
Archiwum
Styczeń 2010
Luty 2010
Marzec 2010
Kwiecień 2010
Maj 2010
Czerwiec 2010
Lipiec 2010
Sierpień 2010
Wrzesień 2010
Październik 2010
Listopad 2010
Grudzień 2010
Styczeń 2011
Luty 2011
Marzec 2011
Kwiecień 2011
Czerwiec 2011
Wrzesień 2011
Październik 2011
Listopad 2011
Grudzień 2011
Styczeń 2012
Luty 2012
Marzec 2012
Kwiecień 2012
Ostatnie wpisy
  • Moje mnie się akumulatorów ...
  • Komplementy, komplementy.
  • Przypadkowy sex.
  • Szukam.
  • Coś się kończy, coś zaczyna.
  • Nie lubię siebie dzisiaj.
  • Ciekawe co teraz robisz.
  • Wnioski
Zakładki:
Ulubione
Bez...taki fioletowy
Czterdzieści i cztery przemyślenia
Daj_dwie_fajki!
Kreator umysłów
Nic nie jest dziwne
Odmienne stany pożądania
Poniedziałek
Przyjaciele po romansie
Rozmyślania przed lustrem
Rude and nude czyli szaleństwa ...
Spójrz na życie inaczej...
Studenckie życie
Szlaban
W moim makowniku
Złotowłose księżniczki jak i ...
Tagi
  • barszczyk
  • bułka włoska
  • dzień dyszla
  • dzień kobiet
  • erotycznie
  • facet
  • filozoficznie
  • grunt
  • implanty piwne
  • kochasz mnie
  • ladacznica
  • listonosz
  • ludzie
  • łajza
  • marchew
  • matematycznie
  • moja paczka rodzynków
  • mojęmiępożarłcię
  • na chwilę przed
  • nic
  • niedziela
  • oczy
  • o mnie ludziska
  • oni
  • oszczędnie
  • Óć
  • papier
  • pobożnie
  • polooonez
  • postudniówkowo
  • prośba
  • psychicznie
  • sopel
  • spełnienie
  • swoje rzeczy
  • Walentynki
  • weekendowo
  • zakup
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter!
zamów newsletter
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog